niedziela, 17 listopada 2019

Ja, Daniel Blake - 2016


Niestety, ja byłem tak naprawdę wstrząśnięty tym filmem. Bo tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy jak to jest z naszym życiem, dopóki nie wplątamy się w tryby machiny urzędniczej, kasty wyższej. Film to opowieść o klasie robotniczej, warstwie, która pracuje uczciwie całe życie i jest na końcu pozostawiona samej sobie. Nie tylko w, WB ale u nas także i innych krajach. Tytułowy bohater Daniel chory na serce nie może pracować a odpowiednik ZUS, nie chce dać mu zasiłku. Daniel się chce odwołać od tej decyzji, ale nie może w zwykły sposób tylko musi czekać na telefon od urzędnika a potem odwołanie musi złożyć drogą Internetową i znowu czekać. Na Internecie się nie zna i nikt mu nie chce pomóc. Aby żyć musi mieć jakieś pieniądze, więc udaje poszukującego pracę. To też nie jest łatwe, bo machina urzędnicza ma wymagania i musi robić, co mu każą. Chodzić na kurs pisania CV, rozdawać je i udowodnić, że je rozdaje. Poznaje przy tym młodą matkę, która podobnie jak on poddana jest temu, co zrobią urzędnicy, którzy gdy spóźni się na wizytę wyrzucają ją z biura. Koniec tego wszystkiego jest taki jak należałoby się spodziewać. Cóż, film życiowy, sami wiemy, że ZUSy każą pracować chorym, nawet tym bez rąk. A nie wiem czy wiecie jak jest z rentą. Spróbujcie ją teraz otrzymać, to jest droga przez mękę. I oczywiście musisz mieć własne pieniądze na życie, bo chyba przez dwa miesiące przerzucania papierków jesteś bez pieniędzy. Jak nie masz własnych to kończysz jak Daniel. Klasa pracująca jest trybikiem w tym całym aparacie urzędniczym i mu raczej nie służy a jest tylko mięsem do mielenia. Prosty ale jakże wymowny film.

Ocena 7,50
Dobry, dobry

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza