środa, 1 stycznia 2020

Człowiek śmiechu 2012


Po tylu filmach, które obejrzałem czegoś mi brakuje w tym filmie. Niby, baśń filmowa, genialne kostiumy, scenografia i ciągle mi się zdaje, że czegoś brakuje do postawienia kropki nad "i". Chyba we współczesnym kinie od tego typu filmów oczekujemy czegoś więcej, efektów, może lepszej dramaturgii. Nie wiem, ale brakuje i to widać gołym okiem. Fabuła prosta jak drut. Dziecko porzucone przez bandytów, odnajduje inne dziecko, błąka się  z nim w zawiei śnieżnej. Zostaje przygarnięte przez wędrownego artystę. Okazuje się, że chłopak to Gwynplaine, ale faktycznie to arystokrata, który został sprzedany przez króla bandytom. Dziewczynka to Déa, która jest niewidoma. I tak sobie żyją jadąc z jednego miejsca do drugiego, aż dorastają i jadą do stolicy kraju. Tutaj wszystko się komplikuje, bo chłopak zostaje rozpoznany i zajmuje miejsce wśród swoich, a biedna Dea i opiekun Ursus zostają wśród swoich. Niestety nie jest tak prosto, bo chłopak ma szramę na twarzy, wycięto mu w dzieciństwie na twarzy szpetny uśmiech. Musi go chować za chustą, gdyż inni widząc go śmieją się z niego. To jest jego przekleństwo, z którym musi żyć. Dobry świąteczny film na ten czas.

Ocena 6,00

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz